21 stycznia 2016

JIMMY CHOO VS FLOWERBOMB - DWIE BOMBY KWIATOWE. KTÓRA WYGRYWA?


Dziś chciałam Wam napisać recenzję perfum Jimmy Choo o tej samej nazwie oraz Folwerbomb od Viktor & Rolf. Często natrafiam na stwierdzenia, że oba zapachy są swoimi kopiami, zarówno pod względem nut zapachowych, na flakonie kończąc. Czy rzeczywiście tak jest? Jakie są moje odczucia po kilku tygodniach używania obu flakonów? Jeśli wahacie się nad zakupem jednego lub drugiego zapachu postaram się pomóc Wam w dokonaniu właściwego wyboru.


Na wstępie napiszę rzecz najistotniejszą dla obu tych charakterystycznych zapachów - otóż do stworzenia debiutanckich perfum Jimmy Choo został poproszony Olivier Polge, który kilka lat wcześniej wymyślił wraz z Carlosem Benaim zapach Flowerbomb. W wyniku tych działań powstał kolejny piękny bardzo zbliżony do siebie, kwiatowo-cukierkowy zapach. Wydaje mi się, że był to zamierzony cel perfumiarza. Oba zapachy mają zbliżone nuty zapachowe, uderzają w kategorię typowo słodką jednakże przełamaną w późniejszym czasie ostrym 'pazurem'. Jak dla mnie oba piękne i niepowtarzalne, ale nie... identyczne. 


Kształt flakonu perfum Jimmy Choo zainspirowany został legendarnym szkłem, bursztynem z Murano i skórą pytona. Uważam że jest dużo bardziej atrakcyjny, wyrafinowany i dopracowany niż flakon swojej starszej siostry. Woda perfumowana oddaje ducha owej luksusowej marki, przywodzi na myśl blask, wyjątkowość, i odrobinę prowokacji. Wstępne nuty zapachowe jakie wyczuwamy to  słodycz owocu - gruszka, pomarańcza, mandarynka. Później mocno wybijający się jest akcent toffi przywodzący na myśl zapach cukierków truflowych :) Całość pięknie zwieńcza orchidea, paczula i piżmo, które również pojawiają się w Flowerbomb. Piżmo sprawia, że zapach nie jest mdły, nie nudzi się nam po kilku minutach i pięknie rozkwita na skórze w ciągu dnia. Jak dla mnie są to perfumy wielowymiarowe, ponieważ z godziny na godzinę uwalniają kolejne zaskakujące zapachowe nuty. Przez cały czas ich noszenia wyczuwamy słodki akcent, mimo tego muszę przyznać że  są bardzo kobiece, uwodzicielskie i zadziorne :) Używam ich na dzień, choć słyszałam opinię że jest to typowo wieczorowy zapach... Bardzo długo utrzymują się na skórze, nawet na drugi dzień po aplikacji wyczuwam ich delikatną 'ostatnią' nutę na nadgarstku... Zapach zbiera wiele komplementów otoczenia. Już kilka osób pytało się jakich perfum używam - a to z pewnością świadczy o ich oryginalności. Zadowala mnie pojemność, najmniejszy flakon ma 40 ml a nie jak większość zapachów 30 ml, przez co starcza na dłużej. 




Flakon zapachu Viktor&Rolf Flowerbomb jest piękny w swojej prostocie. Geometryczny, surowy kształt przywodzi na myśl oszlifowany diament. Szyjka zwieńczona pieczęcią z inicjałami V&R. Całość prezentuje się bardzo elegancko i stylowo. Zapach jest niezwykle treściwy i bogaty - już po pierwszej aplikacji na nadgarstek zachwyca nas kwiatową eksplozją, której obfitość natychmiastowo działa na nasze zmysły. Perfumy mają w swoim składzie jaśmin, frezję i różę, które tworzą najbardziej przewodni i iskrzący akord kwiatowy w flakonie. Dalej przełamującym akcentem jest herbata, której brakuje u Jimm'iego Choo. Całość zwieńczona - jak u poprzedniczki - paczulą i bergamotką, które dodają wyrazistości i charakteru. Zapach przenosi nas do magicznego, kwiecistego ogrodu z dala od szarej rzeczywistości. Bomba kwiatowa jest bardzo silna i esencjonalna. Zapach utrzymuje się  na skórze cały dzień, zaś na ubraniach o wiele dłużej. Poleciłabym je osobom silnym, niezależnym, dominującym, lubiącym mocne, kwieciste i zdecydowane zapachy. Jak dla mnie są czasami zbyt męczące, w przeciwieństwie do Jimm'imego Choo, które mogę nosić na skórze codziennie. Nie wiem jak spisałyby się w okresie letnim - w okresie zimowym oba flakony są idealne. Ciepłe, rozgrzewające, słodkie i kobiece, niczym waniliowa herbata z cukrem w mroźny styczniowy dzień :)

Uważam, że oba zapachy są piękne i niepowtarzalne, jednakże nie identyczne. Flowerbomb jest dla mnie kwintesencją kwiecistości, zaś Jimmy Choo podąża bardziej w kierunku wyrafinowanego zapachu przełamanego słodką truflową nutą. Jednym słowem polecam przetestować na własnej skórze. 

3 komentarze:

  1. oba chyba przypadłyby mi do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie flowerbomb się nie trzyma, chociaż uważam, że jest piękny

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję że odwiedzacie moją stronę. Nie zapomnijcie zostawić w komentarzu linka do swojego bloga abym mogła Was odwiedzić. Miłego dnia!

Thanks for your visit on my blog. Don't forget to leave your link so I can check out yours blog too! Have a great day!